Mikołaj Krawczyk

Mikołaj Krawczyk to Ja

Urodziłem się 27 stycznia 1981 r w Katowicach.  Nasz piękny kraj nie wiedział jeszcze, że będzie wolny. Kasety magnetofonowe były na wagę złota, ludzie ze sobą częściej rozmawiali i nie głaskali ekranów swoich komórek, bo przecież wtedy nawet o nich nie marzyli...

Urodziłem się jako pierworodny, jedyny syn i długo cieszyłem się ze statusu jedynaka.  

Ani moja matka,  ani mój ojciec, nie mieli jeszcze pojęcia, że pójdę w ich ślady, dlatego z pełną beztroską pozwolili mi (gdy miałem cztery lata), wyjść pierwszy raz na scenę. Zagranie jest tu oczywiście dużym nadużyciem słowa,  jeżeli chodzi o moje pojawienie się w spektaklu „Pan Twardowski” w Katowickim teatrze Wyspiańskiego. Cholera wie, czy to ten fakt spowodował, że tak, a nie inaczej potoczyło się dalej moje życie. Jedno jest pewne, dzięki temu, że nie protestowałem, byłem zabierany do teatru coraz chętniej i częściej. 

Czasem zdarzało się nawet, że prosiłem o nie prowadzenie do przedszkola, tylko do teatru. Potem, kiedy razem z rodzicami przeprowadziłem się do Gdańska i byłem w szkole, zdarzało się, że zwiewałem z lekcji i zakradałem się za kulisy Teatru Wybrzeże. Podglądałem próby i spektakle, zaczepiałem „wujków” aktorów  i „ciocie” aktorki, zadawałem zawodowe pytania, słuchałem ich opowieści, przesiąkałem magicznym klimatem teatru. 

Nie było już dla mnie odwrotu. Moja przyszłość musiała się wiązać ze sceną. Najśmieszniejsze i paradoksalne było to, że nie lubiłem, być w centrum zainteresowania. Jako nieśmiały chłopak popisywałem się jedynie przed rodziną i właśnie o takich bezkrytycznych widzach, którym mogłem w pełni zaufać, podświadomie marzyłem. 

Bardzo często przed rodziną, udawałem Michaela Jacksona. Starałem się naśladować jego ruchy i udawałem, że śpiewam jego piosenki. Ubzdurałem sobie, że chcę być Nim... Nie być jak On, tylko być Nim. Wiem, że to może brzmieć jak schizofrenia, ale ja wolę na to patrzeć jak na pierwszą przymiarkę do aktorskiego „postaciowania”  Fakt, że chciałem być Jacksonem spowodował, że wylądowałem w Gdańskiej Szkole Baletowej. Powiedziano mi, że w takiej szkole nauczę się tańczyć jak On. Nikt nie przypuszczał jednak, że będzie tak ciężko. Kilkugodzinne treningi taneczne nie pomogły mi tańczyć tak jak Jacko… Wytrwałem jednak do końca, zdałem maturę i dyplom z tytułem tancerza zawodowego. 

W czasie nauki, rozczarowany realiami tanecznymi zacząłem „poważnie” myśleć o przyszłości. Pojawił się pierwszy pomysł bycia aktorem.  Mając trzynaście lat, zagrałem John’a w przedstawieniu Jamesa Matthew Barrie „Piotruś Pan” (1994) na scenie Teatru Wybrzeże w Gdańsku. Moja chęć doświadczania magii teatru była zaspokajana, ale pojawił się apetyt na więcej. 

 Dzięki temu, że moi rodzice pracowali również w telewizji, mogłem pierwszy raz spróbować swoich sił przed kamerą. Pojawiłem się w kilku fabularyzowanych programach dla młodzieży. Jednego z nich byłem nawet współgospodarzem. To były ciekawe doświadczenia,  jednak tajemnica teatralnej atmosfery w tamtym czasie bardziej mnie interesowała. Dlatego wylądowałem w teatralnym zespole, w pałacu Młodzieży. Zajęcia prowadziła moja Mama. Było mi trudniej niż innym członkom grupy, ponieważ więcej się ode mnie wymagało. I słusznie! Nie uznaję żadnych taryf  ulgowych z tytułu koneksji rodzinnych. Pociągało mnie granie i chciałem się więcej nauczyć. Dzięki temu miałem  na to szansę.

Kiedy dorastałem i uczyłem się w liceum, pojawiła się moja druga namiętność – gitara. Tonąłem w muzycznych klimatach Pink Floyd, Jimiego Hendrixa, Bryana Adamsa i mojego ówczesnego „Boga” gitary, Eddiego Van Halena. Zakumplowałem się ze znanym gdańskim lutnikiem, Januszem Gondkiem. To pod jego czujnym i mistrzowskim okiem zbudowałem swoją pierwszą, zawodową gitarę. Telecaster z gryfem strato w „Głębokim blue”- tak go nazwaliśmy. Do dziś świetnie się sprawuje.

Każdą wolną chwilę poświęcałem nauce gry na instrumencie. Sczytywałem partie gitarowe i tłukłem do upadłego. Jednak tworzenie własnych kompozycji i nowych klimatów muzycznych sprawiało mi dużo większą radość. Pojawiały się pierwsze melodie i teksty do szuflady. Starałem się rozwijać w tym kierunku. W głowie dźwięczało mi zdanie mojego starszego kuzyna: „Kawałek musi mieć ciekawe rozwiązania. Nie interesuje mnie granie na trzech chwytach…”.  Dziś wiem, że nie do końca miał rację Dobrze wykorzystane trzy chwyty mogą być wyjątkowo porywające, a melodia utkana na ich bazie może poruszać.

Kiedy ukończyłem edukację w Szkole Baletowej, odetchnąłem z ulgą. Skończyło się tyranie w „rajtuzach” i wreszcie mogłem pójść wymarzoną drogą. Zdałem na wydział aktorski w PWSFTViT w Łodzi. Tu dostałem pierwsze zawodowe szlify pod opieką wspaniałych ludzi. Czteroletni wstęp do stawania się zawodowym aktorem. 

Szkoła szkołą, ale jak wiadomo nigdzie się tak dobrze człowiek nie nauczy zawodu,  jak w prawdziwym środowisku. Jako student pierwszego roku wydziału aktorskiego zadebiutowałem w sztuce „Sen nocy letniej”, a potem w „Romeo i Julia” Williama Szekspira na scenie Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi.

Na trzecim roku studiów skusiłem się i przyjąłem rolę Tomka w serialu telewizyjnym „Klan”. Zabawne,  jak dzięki emisji odcinka człowiek przestaje być anonimowy i poddawany jest krępującej próbie rozdawania autografów. Po co ludziom te podpisy kogoś, kogo przez chwile zobaczyli w telewizji? Autograf od Jacksona, to rozumiem, ale od kolesia z serialu?:) 

Trzeci rok był bardzo pracowity. Dzięki uprzejmości moich profesorów ze studiów, mogłem przyjmować kolejne role. I tak pojawiłem się w kilku odcinkach „Lokatorów” i „Sąsiadów”. 

Zagrałem w „Nienasyceniu” u boku Czarka Pazury i innych wspaniałych polskich aktorów. To było wyjątkowe przeżycie. Zdjęcia na pięknej Litwie w niezapomnianej atmosferze. 

Z podziwem patrzyłem na Czarka i jego „ewolucje” aktorskie. Skubany potrafił przejmująco zagrać jedną scenę na co najmniej dziesięć sposobów i zawsze to było trafione. 

No i oczywiście wspaniały Leon Niemczyk, którego niestety nie ma już wśród nas. 

Dziękuję losowi, że mogłem z nim godzinami rozmawiać, czy też słuchać jego niesamowitych opowieści o życiu i zawodzie. 

Na trzecim roku zacząłem również grać jedną z głównych ról w łódzkim serialu o dziennikarzach,   „Sprawa na dziś”. Pozdrowienia dla całej ekipy z Łodzi

Skończyłem studia i za jednym zamachem napisałem pracę magisterską. Wtedy pojawiła się kolejna opcja. Po kilkudniowych castingach zostałem wybrany do roli Pawła we wrocławskim serialu „Pierwsza Miłość”. Zadanie było trudne, ponieważ musiałem zastąpić aktora, który po 60 odcinkach zrezygnował z tej roli na rzecz studiów w Krakowie. Pojawiła się dla mnie szansa, ale i nie lada wyzwanie. 

Nagrywaliśmy non stop od rana do wieczora. To była ciężka robota, ale i wspaniała szkoła. Dzięki niej nabrałem pewności i refleksu w zawodzie aktora. Nie miałem problemu z nauczeniem się dwudziestu stron tekstu z dnia na dzień, a  pomysły na to, co i jak zagrać pojawiały się same dzięki systematycznemu treningowi jakim była praca na planie. 

Jednak granie w tym serialu, niestety prowadziło mnie do zaszufladkowania. Musiałem być w pełnej gotowości i dyspozycyjności. Pojawiały się inne propozycje, a ja musiałem rezygnować z powodu zajętych terminów we Wrocławiu. Zaczęło mnie to męczyć. Małymi krokami próbowałem zawalczyć o realizację na innych polach. I tak udało mi się znaleźć w obsadzie „Przyjaznych dusz” we wrocławskim teatrze Komedia. Potem pojawiła się rola w „Kryminalnych” i filmie fabularnym: „Jeszcze raz”. 

Chęć wyrwania się z Wrocławia spowodowała, że przyjąłem, choć z dużym oporem, propozycję udziału w II. edycji  programu „Jak Oni Śpiewają”. Z sentymentem patrzę na ten czas jako na świetną zabawę. Ale za Chiny ludowe bym tego nie powtórzył. 

Dzięki programowi, poznałem fantastycznego faceta. 

Wojtek Byrski, autor tekstów, zaproponował mi współpracę. Produkcją zajął się Sebastian Piekarek. Przez kilka miesięcy nagrywaliśmy piosenki łatwe lekkie i przyjemne, a nawet śmieszne. Wszystko pod tajemniczo brzmiącym szyldem: „Łajdak” Materiał, który stworzyliśmy, niestety nie do końca mi odpowiadał. Chciałem grać rocka, a nie zabawne numery, choć niektóre z nich miały hitowy potencjał  Projekt z biegiem czasu się jednak rozmył ,ale nasze kumpelskie relacje z Wojtkiem przetrwały.  Dzisiaj realizujemy zupełnie nowy projekt. O tym za chwilę.

W międzyczasie założyłem z moim przyjacielem Pawłem Chmielewskim firmę produkcyjną. Nagraliśmy trzy odcinki serialu internetowego: „Dr Dziwago” do którego również skomponowałem i nagrałem muzykę.

Niestety,  brak doświadczenia w dziedzinie produkcji filmowej spowodował, że na trzech odcinkach skończyliśmy 

Wtedy pojawiła się inna opcja. Zgłosił się do mnie zespół rockowy. Poproszono mnie o promocję na portalu społecznościowym.  Przeglądając ich twórczość pomyślałem, że mogę im pomóc w inny sposób. Wymyśliłem, że zaśpiewam i zagram jedną z ich piosenek w serialu. Pomysł się spodobał i szybko zaczęliśmy go realizować. Zakolegowałem się z zespołem i zagraliśmy razem parę koncertów. Miło wspominam ten czas. 

W 2011 roku wygrałem casting i  zostałem zaangażowany do jednej z głównych ról w serialu wojennym,  „Misja Afganistan”. Produkcja „PM” miała obiekcje co do mojego udziału w tym przedsięwzięciu, ale w końcu udało mi się wywalczyć wolny czas.

Pierwszy odcinek nagraliśmy pod koniec roku i czekaliśmy na akceptację ze strony stacji. Tematyka serialu była nowatorska w naszym kraju, a realizacja wymagała rozmachu.

Na początku 2012  roku dostaliśmy zielone światło na nagranie całej transzy odcinków. Ku mojej uciesze udało mi się „wymiksować” z Wrocławia. Oddałem się urokom i trudom zdjęć na poligonach. Było ciężko, ale mieliśmy świadomość, że bierzemy udział w czymś niebanalnym. Fantastyczny czas i wymarzona atmosfera na planie. 

Za nic nie chciałem już wracać do wrocławskiego serialu. Przeprowadziłem się do Warszawy i przyjąłem rolę w „Przyjaciółkach” oraz zacząłem grać w Teatrze Kamienica w przedstawieniu „Porwanie Sabinek”. Zagrałem w „Hotelu 52”, w „Ojcu Mateuszu” i w „Prawie Agaty”. 

Teraz postawiłem również na muzykę i granie na gitarze. Na nowo połączyłem siły z Wojtkiem Byrskim i z Sebą Piekarkiem. 

Praca z Chłopakami, przy „Łajdaku” była czystą przyjemnością i nadal świetnie się dogadujemy. Dlatego teraz pomyśleliśmy, że warto znowu stworzyć coś razem. 

Dobrze się czujemy w rejonach muzycznych, które sobie wybraliśmy, a ja jestem przeszczęśliwy, że mogę wreszcie na własną rękę grać rocka Od zawsze o tym marzyłem i cieszę się, że teraz mogę się tym z Wami podzielić. 

Mikołaj Krawczyk

Data urodzenia – 27.01.1981 – Katowice.